wtorek, 31 grudnia 2013

Grudniowy Stos !



SPIS:


  • Magdalena Kozak - Paskuda&Co
  • Jacek Piekara - Necrosis. Przebudzenie
  • Jacek Piekara - Ja Inkwizytor. Dotyk zła
  • Rafał W. Orkan - Dziki Mesjarz
  • Rafał W. Orkan - Głową w mur
  • Simon R. Green - Człowiek ze złotym amuletem
  • Simon R. Green - Coś z Nightside
  • Simon R. Green - Istoty światła i ciemności
  • Simon R. Green - Łabędzi śpiew

sobota, 28 grudnia 2013

Jacek Piekara - Necrosis. Przebudzenie.

Necrosis. Przebudzenie
Jacek Piekara - Necrosis. Przebudzenie

Jacek Piekara - jeden z najpopularniejszych pisarzy fantastycznych. Prowokujący. Zaskakujący. Potrafi rozbawić, zbulwersować, dotknąć do żywego. Ma na swoim koncie kilkanaście świetnych powieści, na czele z cyklem inkwizytorskim i jego bohaterem - Mordimerem Madderdinem. 

Książki Jacka Piekary co jakiś czas trafiały w moje ręce. Zawsze przyjemnie czytało mi się wszelkie dzieła tego autora ale jakoś nigdy nie przywiązywałem do niego specjalnych słów uznania. Teraz jednak, po dłuższym czasie, kiedy miałem okazje zaznajomić się z podobnymi książkami i innymi autorami stwierdzam, że błędem było niedocenienie Piekary. Po niektóre jego książki sięgnąłem zatem drugi raz i oczywiście tym razem moja opinia była całkiem inna. Autor zdecydowanie zasługuje na uznanie, szczególnie za bardzo ogromną różnorodność tematyczną. Bohaterowie tego świetnego pisarza są kompletnie różni a realia fabularne książek także stanowią istny kalejdoskop. 

Cztery pierwsze rozdziały Necrosis zostały napisane wspólnie z Damianem Kucharskim. Cała książka składa się na pięć obszernych opowiadań, więc wkład Kucharskiego był całkiem spory. Główną tematyką, która przewija się wśród wszystkich tekstów jest zło. Magiczne, wcielające się za każdym razem w osobową postać, nieprzyjemne, bezduszne zło. I tym razem pomysłowość autora jest wspaniała. Każde następne opowiadanie jest kompletnie różne od poprzedniego i co więcej, im brniemy w zbiorze dalej, tym bardziej skupia się nasza uwaga. Raz mamy do czynienia z młodym chłopcem, który traktowany jest przez ojca, co tu dużo mówić, dosyć bestialsko. Ratunkiem dla młodzieńca okazuje się stary mag, który uwięziony w swojej pieczarze powoli zdobywa siły, właśnie dzięki chłopcu. Innym razem spotykamy kobietę, przez którą przemawia bogini seksu. Jeszcze gdzie indziej napotykamy tajemniczy obraz niewiasty, który znaleziony przez pewną rodzinę przynosi istne nieszczęście. 

W książce Piekary znajdziemy dużo frajdy z lektury. Autor znakomicie buduje mroczne napięcie. Czasami wzbudza w czytelniku litość, czasami rozbudza jego wybujałą erotyczną fantazję a jeszcze innym razem wręcz odrzuca brutalnym opisem sceny kaźni pewnej rodziny. Taka wszechstronność rzecz jasna jest tylko olbrzymim atutem, przez który nie sposób się nudzić. Ten fantastyczny horror jest gratką dla fanów gatunku. Gwarantuje, że podczas lektury będzie i krwawo, i ciekawie. Książka naprawdę godna polecenia! Na całe szczęście na ostatniej stronie znajdujemy informację, że to dopiero pierwszy tom Necrosis, dlatego z dużą ochotą wyczekuję wreszcie kolejnej odsłony!


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2012
Ilość stron: 347
Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Simon R. Green – Istoty światła i ciemności

Istoty światła i ciemności
Simon R. Green – Istoty światła i ciemności

Simon R. Green (ur. 25 sierpnia 1955) – angielski pisarz science fiction i fantasy. Ukończył 2 kierunki studiów - nowożytną filologię angielską i literaturę amerykańską - na Uniwersytecie Leicester. Rozpoczął swoją karierę pisarską w 1973, swoją pierwszą powieść Manslayer sprzedał w 1976. Od 1990 Green napisał wiele więcej powieści i opowiadań, co czyni go najbardziej płodnym autorem science fiction obecnych czasów.

Z książkami Greena miałem już do czynienia nieco wcześniej. W domowej biblioteczce miałem od dawna dwutomowy Błękitny Księżyc, wydany także przez Fabrykę Słów. Długo odciągałem lekturę kosztem innych, niemniej gdy już dobrnąłem do ostatniej strony byłem na siebie nieco zły, że lekceważyłem tak przyjemną książkę! Jeśli chodzi o cykl Nightside to tuż przed Świętami dopadłem pierwsze trzy części po kusząco niskiej cenie, dlatego nie zastanawiając się zbyt długo sam sobie zrobiłem Bożonarodzeniowy prezent, z którego bynajmniej nie jestem zawiedziony !

Nightside to alternatywne miasto, do którego dostać można się pod ulicami Londynu. Jeśli znamy odpowiednie przejście, to w mgnieniu oka przeniesiemy się do mrocznego miejsca, w którym aż roi się od niebezpiecznych istot i typów z pod ciemnej gwiazdy. W tym wszystkim odnajduje się jednak jako tako John Tylor – prywatny detektyw. John jest człowiekiem, lecz posiada jednak nadprzyrodzoną zdolność, dar który pozwala mu odnajdywać zagubione rzeczy bądź ludzi. Właśnie w taki sposób zarabia na życie. Jednak jego życie nie jest sielanką, w Nightside Tylor ma wielu wrogów, których nabył sobie wiele lat temu. Ci na każdym kroku chyhają na jego podknięcie, by tylko dostać się do skóry detektywa.

Nowym zleceniodawcą Johna jest… sam Watykan. Na ręce Tylora spada nie lada wyzwanie, musi on odnaleźć Nieświętego Grala – kielich z którego podczas Ostatniej Wieczerzy pił Judasz. Magiczny artefakt nie może wpaść w niepowołane ręce, gdyż ciemna strona mocy może go skutecznie wykorzystać do swoich celów. Tak się składa, że kielich trafił właśnie do Nightside. Co więcej, szuka go nie tylko głowa Kościoła, ale też multum innych ludzi i istot, co znacznie utrudni działania prywatnego detektywa. Oczywiście Tylor nie będzie sam, towarzyszy mu dawna przyjaciółka Suzie. Jak rozwiąże się skomplikowane śledztwo? Dowiedzcie się sami!


Sądziłem, że trzy książki wypełnią mi w zupełności Świąteczny, wolny czas. Jednakże Wigilia już jutro a ja mam dwa tomy za sobą! Ale w sumie, czemu się dziwić… Książki Greena to rozrywka może i najwyższym fantastycznym poziomie, jednak nie należąca do zbyt obszernych. Każde dzieło to zaledwie 200 stron, na których jednak dzieje się bardzo wiele. Właśnie przez tak szybkie tempo fabuły powieści czyta się wręcz jednym tchem, co w gruncie rzeczy jest przecież atutem. Przyjemny język oraz czasem przepełnione czarnym humorem dialogi są jeszcze większym ozdobnikiem całości. Należy wspomnieć także o oprawie graficznej oraz rysunkach Dominika Brońka, które są wręcz wisienką na torcie. Jedyne co akurat mnie rzuciło się w oczy, to sam temat. Ostatnimi czasy kilka razy miałem do czynienia z fantastycznymi detektywami: Harry Dresden w Rycerzu Lata czy John Mallory w Polowaniu na wampira/jednorożca. Do tego jeszcze dochodzi główny bohater Rzeczy niekształtnych. Temat kryminalnej fantastyki jest mi zatem nieco znany, dlatego podczas lektury czasami może nachodziły mnie myśli zmęczenia tematem, ale nie w takim ogromnym, stopniu aby niedocenić cyklu Nightside. Książki bowiem są świetną rozrywką, którą warto polecić wszystkim fanom dobrej fantastyki!


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2011
Ilość stron: 217
Moja ocena: 7/10

piątek, 20 grudnia 2013

Obscure Sphinx


Anaesthetic Inhalation Ritual
Muzyka jest dla mnie bardzo ważnym towarzyszem oraz wypełniaczem czasu. W ciągu dnia jest ze mną bardzo często, przez to też mój gust jest dosyć rozciągnięty by zwyczajnie nie uległ znużeniu tematem. Aczkolwiek mimo tego, że słuchać lubię, to jeśli miałbym powiedzieć coś fachowego o danym gatunku to zwyczajnie zabraknie mi słów. Dlatego od razu chciałbym rzec, że nie będzie to jakaś typowa recenzja muzyczna, gdzie pod lupę podejdzie najdrobniejszy dźwięk gitary czy uderzenie bębna. Będzie to raczej zwyczajna opinia osoby, którą owa muzyka ostatnimi czasy zawładnęła. O kim mowa? O zespole Obscure Sphinx. Nie obracam się zazwyczaj w takim gatunku muzycznym, lecz ten zespół zdecydowanie ma w sobie coś, co jak widać przyciąga słuchacza z nieco innej półki.
Prawdą jest, że od kiedy tylko zacząłem słuchać muzyki bardziej namiętnie, to w moich głośnikach/słuchawkach przeważały tylko ostre brzmienia typu: Metallica, Korn, Nirvana. Z czasem jednak tak zaawansowana fascynacja ustąpiła miejsca muzyce punkrockowej, później alternatywnej, a jeszcze później wszelkiej innej, w której mogłem odnaleźć coś fascynującego bądź mądrego. No może prócz muzyki elektronicznej, której do dnia dzisiejszego zwyczajnie nie trawie. Korzenie mojego gustu zatem zdecydowanie są metalowe, utrzymało się to być może gdzieś wewnątrz mnie, lecz na pewno słucham tego typu zespół o wiele, wiele mniej. Jednak gdy usłyszałem pierwsze dźwięki (co najlepsze!) polskiej grupy Obscure Sphinx od razu się zakochałem. Zespół wykonuje muzykę post-metalową, ostrą, ciężką i w dodatku ubarwioną niezwykłym wokalem Zofi Fraś, która w swoich piosenkach gardła z pewnością nie oszczędza. Nie lubię, gdy ktoś drze się do mikrofonu, wydając do tego gamę jakiś dziwnych, pierwotnych wręcz dźwięków. U Zofii, zwanej „Wielebną”, zabieg ten jest jednak wielce mistyczny i …zachwyca.
Void Mother
Całkiem niedawno światło dziennie ujrzał drugi krążek grupy, zatytułowany „Void Mother”. Pierwsza płyta została przyjęta przez krytyków bardzo pozytywnie, dlatego przed zespołem stało nie lada wyzwanie – nagranie czegoś równie dobrego, innego, aczkolwiek mieszczącego się w gatunku (często jest dla mnie tak, że tego typu muzyka jest zwyczajnie monotonna i nudna) post-metalu. Myślę, że Obscure Sphinx stanęło na wysokości zadania, gdyż nowe dźwięki całkowicie dają radę! Po kilku przesłuchaniach stwierdzam, że z przyjemnością grupa wyląduje w moim odtwarzaczu, bym mógł cieszyć się muzyką w każdej wolnej chwili, także poza domem. Na debiutanckim krążku – „Anaesthetic Inhalation Ritual” mamy przewagę znakomitej muzyki, której przewodzi świetnie brzmiąca gitara basowa. To jest właśnie to, w czym zakochałem się najbardziej. Długie kawałki, nieco skąpe w wokal, tworzą muzyczną baśń ukazaną w szarych i mglistych kolorach. Słuchając muzyki Obscure Sphinx przenoszę się do ciemnej krainy, nieznanej i fantastycznej, gdzie nie wiadomo co może mnie spotkać. Wokal „Wielebnej” mimo swojego hardkorowego tonu, niesie za sobą emocje. Każdy dźwięk wydobyty z jej gardła jest w tej całej wyimaginowanej krainie wręcz poetycki. W najnowszej płycie doświadczam tego samego.

Muzyka zespołu wręcz hipnotyzuje. Dzikie, pierwotne okrzyki Zofii Fraś są kwintesencją, nadają całości pazura i tworzą charakter płyty. Nigdy nie sądziłem, że mogę z taką przyjemnością słuchać takiego rodzaju muzyki, w dodatku nie tylko dla zabawy i zagłuszenia zewnętrznego świata. Okazuje się bowiem, że Obscure Sphinx to też dźwięki, przy których można odetchnąć i w pewien dziwny, pewnie dla niektórych niezrozumiały, zwyczajnie odpocząć. 

czwartek, 19 grudnia 2013

SZORT postapo



Umieram.
Pokryte pomarańczowymi plamami ciało dziwnie piecze i ściąga, jakby cała skóra była jedynie niewygodnym, zimowym płaszczem. Leże w ruinach mojego dawnego mieszkania. Zburzona ściana frontowa otwiera dla mnie okno na ten dziwny, nowy świat. Od dawna nie jestem w stanie się ruszyć, zdrętwiałe kończyny odmówiły posłuszeństwa kilka dni temu. Spierzchnięte usta dotkliwie pękają, lecz już nie sączy się z nich krew. Wędruje jedynie myślami, powracając do Zabrza sprzed wybuchu wojny atomowej. Przymykam powieki a wyobraźnia automatycznie ładuje mi się przed oczyma kalejdoskop wspomnień. Klatka po klatce zwiedzam piękne polskie miasto, w którym miałem przyjemność obcować przez czterdzieści lat. Czuje wręcz zapach świeżego, jesiennego powietrza, woń skoszonej właśnie trawy, szum kolorowych liści pod stopami… Wszystko zniknęło. Otwieram zaropiałe oczy i widzę świat niczym przez szarobure okulary. Wszelkie kolory ustąpiły miejsca wiecznemu mrokowi. Zburzone budynki straszą, rzucając demoniczne, poszarpane cienie. Metalowe części, pozostałości rusztowań przebijają ich betonową skórę, powoli krusząc się od zabójczej rdzy. Czasami poruszane  silnymi podmuchami wiatru wydają z siebie skrzekliwe dźwięki, niczym agonalne wołanie o ulgę w cierpieniu. Pozbawione liści drzewa stoją martwe, powoli gnijąc od środka. Przybierają czasami ludzkie kształty, nienaturalnie wyginają się w każdą stronę świata. Czasem widzę w nich diabelskie sylwetki, szydzące z mojej na wpół żywej osoby. Leżę niczym szmaciana kukła, niezdolny do niczego. Szare chmury atomowego pyłu zasłoniły słońce, które tylko czasami przedziera się przez gęstą warstwę oparów i częstuje upiornymi cieniami, umykającymi na tynkach starych Zabrzańskich kamienic.
Gdzie jestem? Może to nie umarła moja Polska, ale ja? Może postapokaliptyczna sceneria jest po prostu codziennością czeluści piekieł. Skazany na wieczne potępienie z każdym oddechem oddaje resztki duszy, czy to może być prawda? Ból rozdziera wnętrze mojego ciała. Żołądek drastycznie prosi się o jakikolwiek pokarm, dotkliwie palący przełyk pragnie tylko kropli zbawiennej wody. Mój język - suchy na wiór, nie jest w stanie wydobyć głośno żadnych słów. Spoglądam ukratkiem na moje ręce, pełne dziwacznych, sinawych tworów. Wyglądam bardziej jak wysuszona w upale jaszczurka, czuje jak skóra sztywnieje z każdą chwilą i pęka w miejscach zgięć. Umieram.
Przed moimi oczami nagle pojawia się mgła. Świat dziwnie się rozmazuje, kształty załamują się, kręcą, wprawiają w ruch. Czy to koniec? Czy to ostatnie chwilę mojego marnego żywota w tej pozbawionej Boga krainie? Dochodzi do mnie dziwny dźwięk, miarowy stukot. W wyburzonym otworze mej kryjówki pojawia się nikły cień. Rośnie powoli w rytm coraz głośniejszych kroków. Czarna sylwetka, która z początku mogła by wydawać się ludzką, zmienia się diametralnie. Postać rozpościera przede mną swoje skrzydła, czuje wręcz na policzkach ich delikatny powiew. Zaropiałe oczy nie pozwalają mi w pełni zobaczyć twarzy nieznajomego. Czuje na sobie jego wzrok, w dziwny sposób niesie spokój i ukojenie. Ból jakby na zawołanie umknął gdzieś daleko. Potężna sylwetka prawie w całości zasłania wejście – jedyne źródło jasności. Czuje jak ogarnia mnie mrok. Tajemniczą postać dzieli ode mnie zaledwie krok. Wyczuwam jej ciężki, równomierny oddech. Kim jesteś?! – chce krzyknąć, lecz z gardła wydobywa się jedynie kaleczny, rozpaczliwy jęk. Schyla się nade mną, dotyka mojej twarzy. Jej ręce są przyjemnie miękkie i ciepłe. Wznoszę się. Czuje, że nie należę już do mojego ciała, w jednym momencie zyskuje na nowo siłę. Zesztywnienia kończyn puszczają, pozwalając na wszelki ruch. Umykam gdzieś w górę, spoglądając na wszystko z lotu ptaka. Widzę w całości zgliszcza atomowego pobojowiska, wynik ludzkiej głupoty i chciwości. Widzę straszliwie zdeformowane sylwetki rodaków, czuje ich żal i wołanie o zakończenie męk. Łza powoli cieknie mi po policzku. Odchodzę. Umarłem.

[Szort wziął udział w konkursie na portalu Szortal.pl - bez wyróżnienia]

wtorek, 17 grudnia 2013

Magdalena Kozak - Paskuda&Co

Magdalena Kozak – Paskuda&Co.

Magdalena Kozak – lekarz specjalizujący się w medycynie ratunkowej, pracuje w szpitalu wojskowym. Pasjonuje się wszelkiego rodzaju militariami. Strzela, skacze ze spadochronem, interesuje się systemem walki. Pół roku spędziła w Afganistanie, gdzie została ranna podczas ostrzału. Została odznaczona Gwiazdą Afganistanu przez samego prezydenta RP. Zaczynała publikować w czasopiśmie „Fahrenheit” którego jest redaktorką. Jej debiutancka powieść – „Nocarz” nominowano do nagrody Zajdla, podobnie jak dwie jej kontynuację.

Po świetnie przyjętej trylogii o wampirach czy „Fiolecie” przyszedł wreszcie czas na nowe dzieło Magdaleny Kozak. Tym razem autorka pokazała się z zupełnie innej strony. Na antologię „Paskuda&Co” składa się trzynaście krótkich tekstów. Oczywiście wszystkie widnieją pod doktryną fantastyki, niemniej tematyką obiegają całkowicie od poprzednich dzieł autorki. Tym razem na kartach książki mamy do czynienia z rodzajem bajkowego średniowiecza.

Bohaterką zbioru jest uwieziona w wieży Księżniczka, która czeka z utęsknieniem na dzielnego rycerza. Piecze nad kobietą sprawuje Strażnik, który czasami ma już naprawdę dość znoszenia marudzenia młodej Książniczki. Gdyby tego było mało mamy też smoka Paskudę, zwanego pieszczotliwie Pasią. Stwór może i budzi strach swoim wyglądem, lecz tak naprawdę jest dosyć słodką istotą, całkowicie poddaną swojej księżniczce. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że schemat jest doskonale znany i nudny. Nic bardziej mylnego! Przygody trójki mieszkańców brylantowej wieży są bowiem wielce skomplikowane. Z czasem okazuje się, że Księżniczka tak naprawdę nie ma ochoty na dzielnych Rycerzy. Miłość przychodzi do niej z najmniej oczekiwanej strony, ale co się dziwić, skoro najciemniej przecież – jak mówią, jest pod latarnią.


Jak już wspomniałem wcześniej, opowiadania są bardzo krótkie. Przez to właśnie bardzo szybko można przebrnąć przez całą książkę, nie zdając sobie nawet sprawy, kiedy czas tak prędko nam umknął. Mamy uwięzioną księżniczkę, rycerzy próbujących ją uwolnić oraz smoka – strażnika cnoty. Znane? Z pewnością… Niemniej niech nikt nie podchodzi do książko Magdy Kozak z uprzedzeniem, bo jest to w pewien sposób oklepany wątek literacki, jednak podany w absolutnie nowej odsłonie, zdecydowanie wartej przeczytania. Teksty są napisane bardzo prosto i przejrzyście. Nie jest to jakaś specjalnie wymagająca lektura. Autorka skupiła się na tym, by czytelnik bawił się razem z jej bohaterami. Mamy sporo dobrego humoru, świetne i barwne postacie oraz miłosny wątek, który z każdym kolejnym opowiadaniem bardziej się rozwija. Jest to lektura miła i przyjemna lecz niestety bardzo krótka. Mam szczerą nadzieję, że autorka pokusi się wrócić do swoich bohaterów, gdyż zakończenie tomu pozwala na śmiałą kontynuację w nieco innej rzeczywistości. Serdecznie polecam!


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2012
Ilość stron: 292
Moja ocena: 7/10



czwartek, 5 grudnia 2013

Olga Gromyko - Zawód: Wiedźma, część 1

Olga Gromyko - Zawód: Wiedźma, część 1


Olga Gromyko - Urodzona w 1978 roku w Winnicy. Zamężna, ma jednego syna. Jest absolwentką wydziału biologii Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu. Przez kilka lat pracowała w Instytucie Naukowo-Badawczym epidemiologii i mikrobiologii jako laborantka, ale w pewnej chwili podjęła decyzję o odejściu z pracy i skupieniu się na pisarstwie.

Wiedźma Olgi Gromyko już nie jeden raz wpadła mi w ucho. Co jakiś czas natrafiałem w sieci na jej całą serię oraz na pozytywne opinie, które jej towarzyszyły. Postanowiłem zatem przy pierwszej nadarzającej się okazji przeczytać książkę sławnej, ukraińskiej pisarki. Muszę jednak przyznać, że trochę się rozczarowałem...

Główną bohaterką powieści, jak można się łatwo domyślić, jest wiedźma - Wolha Redna. Jak przystało na wiedźmę z krwi i kośći, Wolha jest kobietą z bardzo trudnym charakterem (o czym świadczy także skrót jej imienia - W.Redna), która woli raczej podążać własnymi ścieżkami i mieć w znacznej większości sytuacji swoje zdanie. Co więcej, osiemnastoletnia Wolha uczęszcza do szkoły magów. Zostaje jednak szybko "wyróżniona" przez rade pedagogiczną co wiąże się z pewną misją. Wiedźma ma udać się do Dogewa, siedziby wampirów, gdzie powierzono jej za zadanie rozwiązanie pewnej dziwnej intrygi. Gdyby tego było mało, okazuje się, że nikt z wysłanych tam magów nigdy nie wrócił. Wolha nie ma dużej palety możliwości, bierze więc swoją klacz - Stokrotkę, i udaje się w tajemniczą i niebezpieczną wędrówkę do krainy krwopijców.

Główna bohaterka jest barwną postacią, ma swój charakterek, przez który dosyć trudno z nią wytrzymać. Czasami stanowi to dobry, humorystyczny aspekt całości. Mimo to jednak, wiedźma nie przypadła mi do gustu. Sam nie wiem, dlaczego nie umiem się do niej przekonać, ale po prostu jej osoba wywiera we mnie niechęć. Sam pomysł na fabułę jest na moje oko nieco zbyt banalny. Akcja może i biegnie dosyć szybko, książka napisana jest też językiem bardzo przyjemnym i łatwym w odbiorze. Co z tego jednak, jeśli treść nie do końca do mnie przemawia. Takie sobie czytadło na nudę, zbytnio nie wyróżniające się na tle powieści o magii, wampirach i wiedźmach. Średniak.


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2010
Ilość stron: 292
Moja ocena: 4/10




piątek, 29 listopada 2013

Listopadowy stos książkowy



Tym razem Fabryka Słów całkowicie zdominowała nowy stos. Większość pozycji i tak póki co spocznie w domowej biblioteczce, czekając na swoją kolei (być może kolejny raz). Spis:







Listopad także był o tyle szczęśliwy, że udało mi się zdobyć autograf znanego polskiej literaturze pisarza fantastyki - Jakuba Ćwieka. Spotkanie miało miejsce w Zabrzańskiej Galerii, dokładnie rzecz biorąc w księgarni "Victoria", której swoją drogą niezmiernie dziękuje za zorganizowanie tak miłego wieczoru. Księgarnia już teraz zapowiedziała kolejnego gościa - Krzysztofa Piskorskiego. Rozmowa z autorem odbędzie się w połowie grudnia, zatem zapraszam zainteresowanych, bo warto!




czwartek, 28 listopada 2013

Andrzej Pilipiuk - Carska Manierka

Andrzej Pilipiuk - Carska Manierka

Nie tak dawno miałem okazje napisać tutaj kilka ciekawych słów o Szewcu z Lichtenrade i kiedy wydawałoby się, że mój apetyt na Pilipiuka powoli znów daje o sobie znać, oto na światło dzienne wychodzi jego całkiem nowy tom opowiadań. Jak wspominałem poprzednio, autor właśnie w swoich krótkich formach literackich sprawdza się, jak dla mnie, najlepiej. Jego niezwykle płodny w pomysły umysł nie raz zaskoczył mnie niebywale interesującymi historiami, dlatego i tym razem przystąpiłem do lektury pełen nadziei na znakomicie spędzony czas. Na szczęście się nie rozczarowałem!

Nowy zbiór opowiadań "Wielkiego Grafomana" zawiera osiem tekstów, z czego aż pięć poświęconych jest młodemu, interesującemu się historią i lubiącemu zagadki mężczyźnie - Robertowi Stormowi. Prócz tego, w dwóch historiach pierwsze skrzypce gra znany już nam doskonale doktor Skórzewski. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z przeszłymi czasami. Przyjdzie im poszukiwać zaginionej Arki Noego, będą poszukiwać polskiego złota a także rozwiązywać zagadkę wyprawy Kolumba w alternatywnej rzeczywistości polskiej ziemi. Po raz kolejny autor pokazuje nam, jak bujną ma wyobraźnie. Pilipiuk znów przelewa na karty swojego tomu wielką miłość, jaką darzy archeologie. Połączenie historii z nieco fantastyczną fabułą, zagadkami i charyzmą głównych bohaterów, daje nam świetne opowiadania, pełne szybkiej akcji, tajemnicy i elementów zaskoczenia.

Po lekturze, którą pochłonąłem w niespełna dwa dni, pozostaje mi niezwykły apetyt na dalsze przygody postaci wykreowanych przez Pilipiuka. Za każdym razem nowa książka owego autora napawa mnie wielkim entuzjazmem. Jego dzieła, ostatnimi czasy jako jedyne, przysparzają mi tak wielkiej przyjemności z lektury. Mam nadzieję, że autor póki co nie przystopuje i już w przyszłym roku uraczy swoich fanów kolejnym, równie dobrym tomem opowiadań bezjakubowych. Polecam serdecznie!


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2013
Ilość stron: 352
Moja ocena: 8/10


sobota, 16 listopada 2013

Obecność.


          Tak bardzo często wątpisz, że istnieją. Nigdy nie bierzesz na poważnie plotek, świadectw, opisów. Sceptycznie do nich podchodzisz, ale myślę, ze to rodzaj obrony. Zwyczajnie w świecie się ich boisz i wypędzasz z głowy wszelkie dowody na ich istnienie. One to wiedzą i co najlepsze – stanowi to dla nich nie lada gratkę. Żywią się twoim strachem, a wtedy kiedy najbardziej chcesz wątpić, przeżywają istną ucztę. Specjalnie nie pokazują ci się przy pierwszej lepszej okazji, bo co by to dało? Czekają, aż zostaniesz sam w domu. Spokojnie siedzą w ukryciu, patrząc jak gasisz światła, zapalasz świeczkę i zaczynasz słuchać smutnych piosenek. Patrzą na ciebie z najciemniejszego konta pokoju, obserwują za twoich pleców, bądź uciekają na drugą stronę lustra, jeśli masz zbyt szybkie i wprawne oko. A kiedy już upewnisz się, że sam siebie nakręcasz, kiedy wmówisz sobie, że to wymysł twoich fantazji, spowodowany zbyt dużą dawką paranormalnych dokumentów czy filmów o egzorcyzmach, wtedy wychodzą. O nie, nie pokażą ci się od tak, w pełni, dumni i z wypiętą klatą. Nie. Najpierw będą cichutko przechadzać się z miejsca na miejsce, tak, byś odwracał głowę w stronę ciemności. Później usłyszysz lekkie skrzypnięcia starej podłogi, stukot zawsze milczącej lodówki, czy delikatne strzyknięcia całkowicie przecież nowych mebli z Ikei. A kiedy twoje serce zabije odpowiednio szybko, zbliżą się na tyle, że doświadczysz czyjeś obecności tuż obok. Czasami poczujesz na kołdrze tajemniczy ciężar, czasem lekkie łaskotanie odsłoniętej kończyny.  Nie zmaterializują się dla ciebie, będą powolutku czerpać radość z utraty twojej pewności siebie. Będą odwracać twoją głowę w kierunku szybko migającego płomienia świeczki, byś wiedział, że podmuch wiatru nie jest tutaj przypadkiem. Wtedy właśnie zaczną się z tobą bawić. Będziesz widział ich tylko kątem oka, nigdy w całości. Będą przemykać przez przedpokój właśnie wtedy, gdy nie będziesz patrzył. Nie, to wcale nie złudzenie optyczne – to właśnie oni. Ich sylwetki, ledwo widoczne, przechadzać się będą w każdym możliwym miejscu. Raz poczujesz oddech tuż nad prawym uchem, drugi raz ktoś przebiegnie przez twoją kuchnię w zupełnie innym kierunku.
          Rzadko kiedy działają same, wolą towarzystwo – wszak kiedyś też byli ludźmi. Mają swoją normalną postać, ale po co miałby ją używać, kiedy udawanie czołgającej się po ziemi, straszliwej kreatury budzi w tobie większy strach niż cokolwiek innego…
          Denerwuje ich za to, kiedy nabierasz pewności, kiedy zdajesz sobie sprawę, że są obok, ale się nie boisz. Witasz się z nimi i specjalnie częstujesz lekko szyderczym uśmiechem. Wtedy się złoszczą, bo zmniejsza się ich pole popisu. Jeszcze częściej wariują, kiedy ich obecność bierzesz za codzienność i co gorsza - zaczynasz o nich pisać… Kiedy sam dajesz świadectwo ich obecności, wtedy przeginasz, trafiasz na ich czarną listę. To ciekawe doświadczenie, bo nie wiesz co mają w zanadrzu. Czujesz ich coraz bliżej, są tuż za tobą. Krzesło zaczyna lekko drzeć a adrenalina przyjemnie buzuje. Są obo………………….

środa, 6 listopada 2013

CELESTE - szort


CELESTE

Kapitan „Sharka” dumnie wpatrywał się w  ostatnie chwile tonącego statku. Od zawsze stanowiło to swego rodzaju lekarstwo dla zbolałej, ale ciągle bezlitosnej duszy mężczyzny. Kilka drewnianych belek sterburty dogasały na tafli zimnego Atlantyku. Pomimo radości, ciągle miał w głowie ten nieznany język ofiar i lęk jaki wywierał na piracie. Przepłynął już całą kule ziemską i to nie jednokrotnie, pływał po wodach, które uważane były za przeklęte, nie istniał port morski, do którego nie zawitał, także z czystym sumieniem mógł rzecz, że zna każdą narodowość na tym nędznym, umierającym świecie. Ale ten język… Postanowił jeszcze raz spróbować porozmawiać z jeńcem. Wziął w rękę butelkę rumu, szybkim ruchem kciuka odkorkował i wziął obfity łyk. Przyjemne ciepło rozlało się w jego brzuchu. Skinął głową na majtka pilnującego kajuty i wszedł do środka. Na krześle, tyłem do niego  siedziała dziewczyna. Usiadł naprzeciwko.
 - Jak masz na imię?- chciał brzmieć jak najbardziej ufnie, ale martwił się, że piractwo wypleniło jego wszelkie pozytywne uczucia już dawno temu.
Dziewczyna otwarła buzię, chcąc wydusić jakieś słowa, ale  zaraz zaprzestała. Pokiwała ze zrezygnowaniem głową i smutno spojrzała na kapitana.
 - Nie umiesz powiedzieć, ale rozumiesz, tak?
Jego towarzyszka lekko się pobudziła, i tym razem kiwnęła potakująco głową.
 - A więc ja jestem Eryk, a ty jesteś moją własnością…
Kobieta nagle poruszyła się. Przestraszona zaczęła siłować się z węzłami, jednak te mocno trzymały. Na twarzy pirata pojawił się uśmiech zadowolenia. Nic nie cieszy tak, jak bojaźń ofiary. Ma ją w rękach, jak kukiełkę, może decydować o jej losie. Pewien kupiec, którego więził na statku, tuż przed straceniem głowy wykrzyczał mu w twarz, że posiada syndrom Boga. Coś w tym było. Przecież kto nie cieszył by się z takiej władzy, silniejszej niż posiadłość, pieniądze, czy ogólnie bogato prowadzony styl życia – władzy życia i śmierci. Mógł decydować o czyimś losie, siłą zabrał kogoś z jego drogi życiowej, by teraz stać się panem i władcą.
 - Nie bój się, pobawię się z tobą chwilę, a później… później poczujesz ulgę, śmierć nie jest straszna, zobaczysz – podszedł do niej na wyciągnięcie ręki. Dziewczyna z kolei zaczęła panikować jeszcze bardziej, co spowodowało, że z impetem upadła na ziemię, dalej przyczepiona do krzesła. Dopiero teraz ujrzał jej twarz w całości. Wyłaniała się spośród kruczoczarnych włosów, które przedtem były zlepione w jeden kłębek. W jej oczach było coś niepokojącego. Prócz strachu pirat zobaczył w nich przestrogę, ostrzeżenie… jednakże niewiadomo dlaczego, powodowało to u niego coraz większe podniecenie. Wyjął zza pasa wielkie ostrze i jednym ruchem przeciął więzy. Dziewczyna zwęszyła w tym swoją szanse, jednak kapitan nie był głupi, mocno chwycił za jej nadgarstki i przyciągnął do siebie. Nie ważyła zbyt wiele, szczupła i delikatna była niczym mysz w łapach głodnego kocura.
Chwycił ją za szyję i przygwoździł do ściany, wpatrywał się w jej oczy, które dalej powodowały owe mieszane uczucia. „Pożałujesz tego, obiecuje Ci” – rozległ się głos w jego głowie.
 - Co do stu diabłów?! – zadziwiony kapitan uderzył dziewczyną ponownie w ścianę – To twoja sprawka?
„Jestem Celeste, pani Atlantydy, księżniczka wszystkich mórz, czarodziejka wód” – tym razem głos w głowie kapitana był o wiele bardziej groźny, lecz to dodatkowo go pobudziło.
 - Na moim statku jesteś niczym, jesteś rzeczą, nie człowiekiem, tym bardziej żadną księżniczką, jesteś tylko kupą mięsa – powiedział z pogardą Eryk. Następnie uderzył ją z całych sił w twarz. Lekko zdezorientowana straciła na chwilę grunt pod nogami. Pirat oparł dziewczynę o stół, podwijając jednocześnie w górę jej suknię. Sam rozpiął guziki i opuścił spodnie…
Jej jęki słychać było aż do zachodu słońca, dopóki nie skonała od ciosów twardych pięści.

*

Eryk powoli obudził się ze snu. Przetarł zaspane oczy, wstał z koji i założywszy buty wyszedł na statek. To co zobaczył, zamroziło jego dech w piersiach. Widział już bardzo wiele w swoim życiu, sam pastwił się nad ludźmi w niewyobrażalnie brutalny sposób, ale to przerastało nawet jego występki. Cała załoga tkwiła w jednym miejscy, tuż obok masztu. Leżeli w różnych pozycjach, porozciągani w nienaturalny sposób, każdy z zastygłym grymasem strachu na twarzy. We wszystkich ciałach znajdowała się niemała dziura. Podszedł powoli do grupy martwych piratów i z  trudem powstrzymywał odruch wymiotny - każdy z nich mocno zaciskał w dłoni swoje serce.
 - Witaj piracie – znajomy głos rozległ się zza jego pleców. Odwrócił się szybko i… zdębiał. Naprzeciw niego stała Celeste. Była piękna, bez śladów wczorajszych siniaków. Na jej ustach gościł uśmiech.
 - Ty… - tylko tyle udało się wydusić z ust Eryka.
 - Tak, przyszłam odebrać swoją należność, ostrzegałam cię, że pożałujesz.
Gdy podeszła do niego, był sparaliżowany. Nie mógł ruszyć żadną częścią ciała. Zastanawiał się, czy to sprawka tej wiedźmy, czy pierwszy raz w życiu zawładnął nim strach. Nie protestował gdy wyrywała mu serce.


czwartek, 31 października 2013

Październik 2013 - stos książkowy




Spis:


Fabryka Słów:

  • Robert Foryś - Każdy musi płacić
  • Andrzej Pilipiuk - Oko Jelenia. Srebrna łania z Visby
  • Tomasz Kołodziejczak - Schwytany w światła
  • Patricia Briggs - Wilczy Trop
  • Charlaine Charris - Lodowaty grób

wtorek, 15 października 2013

Charlaine Harris - Lodowaty grób

Charlaine Harris - Lodowaty grób

Zapewne każdy kto usłyszy Charlaine Harris od razu skojarzy autorkę z kultową serią książek o Sookie - wróżce czytającej w myślach. Sławny serial nakręcony na podstawie książek Harris przyniósł jej nie lada sukces, dzięki któremu jest jedną z najbardziej poczytniejszych pisarek na świecie. Prócz wampirzej serii, autorka ma na swoim koncie jeszcze kilka świetnych pozycji, do których na pewno zalicza się saga o Harper Conelly.

Gdy Harper miała 15 lat uderzył w nią piorun. Przeżyła, lecz od tej pory jej życie uległo całkowitej zmianie. Prócz pajęczynowej blizny na udzie, błyskawica zostawiła w dziewczynie jeszcze jeden znak - nadprzyrodzoną zdolność szukania zmarłych. Conelly wykorzystuje swój zmysł zarabiając na życie. Odnajduję zaginione ciała, które zapomniane spoczywają w bezimiennych grobach. Razem ze swoim przyjacielem, którego Harper ma wręcz za brata, wyrusza w podróż po kontynencie, by stanąć oko w oko ze śmiercią.

Tym razem Harper ma trudne zadanie. Nie ma znaleźć jak zwykle pojedynczego ciała, ale kilka. Okazuje się bowiem, że w wiosce do której zawitała ktoś pastwi się nad nastolatkami, którzy potem giną bez śladu. Samo odnalezienie ciał chłopców nie jest trudnym zdaniem, lecz całe śledztwo które będzie temu towarzyszyło, sprowadzi na dziewczynę wiele problemów. 

Powiem szczerze, że od przeczytania przeze mnie pierwszych dwóch tomów serii o Harper Conelly minęło kilka lat. Niestety nie pamiętałem już zbyt wiele faktów z uniwersum obdarzonej dziwną zdolnością dziewczyny, jednakże gdzieś w pamięci miałem świadomość, że była to lektura godna polecenia. Z każdą następną stroną "Lodowatego grobu" mój tymczasowy zanik pamięci nieco zelżał i czas spędzony na lekturze trzeciej części był naprawdę świetny. Troszkę zdziwiłem się, kiedy to zaraz na początku odkryto już bardzo dużo z tajemnicy morderstw, na szczęście było to jedynie miły przedsmak czekającego na mnie śledztwa. Akcja stała się przez to bardziej interesująca i barwna. W książce dużo się dzieje. Na pewno cieszy mnie fakt, że Harper wreszcie przełamała swoje prawdziwe uczucie do Tollivera przestając traktować go jak brata, a zaczynając jako swoją miłość. 

Jedyne co razi, to fakt, że Fabryka Słów po raz kolejny zmienia okładki serii. Kiedy to pierwsze dwa tomy świetnie do siebie pasowały wizualnie, to trzeci niestety bardzo odstaję. Całkowicie nie rozumiem tego zabiegu. Jeszcze w tym wypadku można by lekko przymknąć na to oko, gdyż tomy nie są jakoś szczególnie ze  sobą powiązane, niemniej w niektórych innych przypadkach już tak nie jest. Prócz tego małego wydawniczego minusu nie ma się do czego przyczepić. Książka jest ciekawa, wciągająca i jak na kryminał fantasy, całkiem lekka w odbiorze. Przyjemnie pochłania się każdą jej następną stronę, odkrywając krok po kroku tajemnicę zagadkowych morderstw. Jak na dobre zakończenie przystało, autorka każe nam czekać na rozwiązanie aż do ostatniej strony, co gwarantuje dobrą zabawę! 


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2010
Ilość stron: 320
Moja ocena: 8/10



poniedziałek, 7 października 2013

Patricia Briggs – Wilczy Trop

Patricia Briggs – Wilczy Trop

Patricia Briggs – urodzona w 1965 roku autorka fantastyki, znana głównie dzięki serii książek o zmiennokształtnej Mercedes Thompson. Debiutowała ponad 13 lat temu powieścią „Masques” która jednak nie spotkała się z dużym zainteresowaniem. Na szczęście autorka nie zniechęciła się do pisania i teraz jej dzieła widnieją na liście bestsellerów.

"Wilczy Trop" otwiera nową serię książek Briggs pt. „Alfa i Omega”. Jej główną bohaterką jest Anna Latham. Niegdyś kobieta nie wierzyła w istnienie jakichkolwiek nadprzyrodzonych istot, miała jednak dosyć brutalne spotkanie z pewnym mężczyzną, która zakończyło się dla niej przemianą w wilkołaka. Anna automatycznie stała się niewolnicą w stadzie samych silnych samców. Musi nauczyć się pokory i posłuszeństwa. Kiedy kobieta powoli przyzwyczaja się do pozycji, jaką będzie musiała pełnić wśród wilków w jej życiu zjawia się Charles Cornick – syn przywódcy Amerykańskich wilkołaków. To dzięki niemu Anna zdaje sobie sprawę, że bycie wilkiem to nie przekleństwo ale dar. Krok po kroku przywiązuje się do swoją drogą całkiem przystojnego mężczyzny, a ten także dostrzega w kobiecie ukryte piękno oraz pewną indywidualność. Okazuje się bowiem, że Latham jest „urodzoną” Omegą stada a jej domniemany przywódca sprawnie pokonywał jej przysposobienie w zalążku wilkołaczego życia. Razem będą musieli nie tylko pokonać przeciwności stada, ale także rozwiązać tajemnice morderstw niewinnych turystów.

Jeśli chodzi o serię z Mercy Thompson to dotarłem do tomu numer trzy. W sumie książki te były całkiem przyjemne, szybko się je czytało a kolejne przeszkody w życiu bohaterki nadawały fabule smaczku i rozrywki. Z każdym kolejnym tomem jednak całość zaczęła robić się nieco nudnawa, zawsze ta sama Mercy tyle, że w nowej odsłonie. Oczywiście dało się czytać, ale nie z taką radością jak przy tomie pierwszym. Pokusiłem się zatem o „Wilczy trop” szukając nowych przygód i pomysłów. Niestety musze przyznać, że troszkę się rozczarowałem. Jak na moje oko książka bardzo przypomina poprzednią serię Pani Briggs. Tam zmiennokształtna, tutaj wilkołak, jednak w gruncie rzeczy chodzi ciągle o to samo. Mamy bohaterkę, która w jakiś sposób trzyma się na uboczu mimo, że posiada w sobie niezwykły potencjał. Mamy romans, duchową przemianę i magiczne zagadki i stworzenia. Niemniej nie widzę w powieści nic nowego, nic co nie spotkałem w przygodach Mercedes Thompson.


Lekturę jednak czyta się całkiem przyjemnie i łatwo. Jest to dobra pozycja, jeśli na chwilę chcemy oderwać się od rzeczywistości i pozwolić udać się, w gruncie rzeczy, w ciekawy świat wilkołaczego stada. Czy jednak tylko to wystarczy, aby zadowolić czytelnika? Przecież ileż można częstować go ciągle tym samym.


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2013
Ilość stron: 432
Moja ocena: 5/10

środa, 2 października 2013

Rafał Dębski - Wilkozacy. Wilcze prawo

Rafał Dębski - Wilkozacy. Wilcze prawo.

Ostatnimi czasy Rafał Dębski ciągle wpada mi w ręce. Tak naprawdę z każdą skończoną jego powieścią nagle pojawia się w zasięgu mnie inna. I chociaż jego literatura nie jest jakoś szczególnie porywająca, to i tak staram się sprawiedliwie zagłębiać w każdą jego książkę, szukając czegoś dla siebie. Na Wilkozaków, przyznam szczerze, czekałem najdłużej, poznając po drodze inne dzieła. Na całe szczęście książka wpadła mi w ręce w odpowiednim czasie, zmieniając bardzo znacząco moją opinie o autorze.

Kiedy już po odłożeniu "Serca Teściowe" straciłem większe nadzieję, że Dębski zaskoczy mnie czymś naprawdę dobrym, na horyzoncie pojawili się Wilkozacy! Już od pierwszych stron z zaciekawieniem udałem się w świat Pana Rafała, całkowicie zapominając o otaczającym mnie świecie!

Polska za czasów panowania Michała Wiśniowieckiego. Podczas brutalnego napadu na wioskę tajemniczy Kozacy porywają żonę i malutkie dziecko cenionego wśród mieszkańców hetmana Serhija. Okazuje się jednak, że oprawcy nie są do końca zwykłymi ludźmi. Prócz rzecz jasna dzikiej, pierwotnej wręcz natury chłopów, Kozacy mają w zanadrzu jeszcze jeden atut - są wilkołakami. Kobieta wraz z córeczką trafia wprost do ich siczy i na powitanie zostaje zgwałcona przez jednego z oprawców. Tym samym staję się własnością całej watahy. Z czasem Wilkozacy postanawiają jednak uznać ją, jako prawowitą mieszkankę siczy i przemieniają kobietę w waderę - rodzaj wilczej żony. Na pomoc oczywiście biegnie jej Serhija jednak dotarcie do obozu dzikich istot a co więcej, jakakolwiek walka z nimi wręcz stanowi nie lada wyzwanie dla zwykłego śmiertelnika. Hetmanowi udaje się jednak, po ciężkiej walce, uprowadzić swoją córeczkę. Teraz zostaje mu tylko uratowanie żony. Ta jednak zostaje przemieniona i w wyniku działania tajemniczych sił przywiązuje się do stada. Odnajduje wśród wilków swój dom, lecz tęsknota za córką sprawia, że postanawia uciec.

Książka Dębskiego to bardzo dobra lektura, która wciąga, zaciekawia i przenosi nas w minione czasy Polskich realiów. Fabuła rzuca nowe światło na postać wilkołaka, w dodatku połączeniu ze zbuntowanymi przeciw wszystkiemu Kozakom tworzą istoty wielce intrygujące, wcale nie pozbawione uczuć, nieco demonicznie, ale też żyjące zgodnie z własnymi prawami, które z kolei wynikają z czystej natury. W książce mamy zestawienie zwierzęcej dzikości z ludzkimi emocjami i uczuciami. Mimo, że Wilkozacy mogliby wydawać się najgorszym pomiotem ludzkości, to tak naprawdę czytelnik darzy ich pewnym rodzajem sympatii. Sam fakt, że bohaterka powieści znajduje wśród nich swój nowy dom, pokazuje, że to nie postacie które wręcz ociekają złem, ale zwyczajne stworzenia, dla których jest miejsce w świecie.

Polecam!

Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2010
Ilość stron: 346

Moja ocena: 7/10




wtorek, 1 października 2013

Wrześniowy


Spis rzeczy:

FABRYKA SŁÓW
  • Charline Harris - Grobowy zmysł
  • Pitter V. Brett - Malowany Człowiek 
  • Andriej Bielanin - Tajny wywiad cara Grocha
  • Adam Przechrzta - Wilczy Legion
  • Adam Przechrzta - Chorągiew Michała Anioła
  • Marcin Mortka - Miecz i kwiaty t.1 i t.2
  • Rafał Dębski - Serce Teściowej
  • Rafał Dębski - Wilkozacy, t.1
  • Andrzej Ziemiański - Breslau Forever
  • Jakub Ćwiek - Kłamca 2
  • Maja L. Kossakowska - Zakon Krańca Świata, t.1
+

  • Joseph Nassise - Krzyk Aniołow ( Replika)
  • Jim Butcher - Rycerz Lata (MAG)
  • Katarzyna G. - F@ceci z sieci (Czarna Owca)
  • Jo Nesbo - Doktor Proktor i koniec świata. Być może. (Czarna Owca)
  • Jakub Ćwiek - Chłopcy 2. Bangarang

sobota, 14 września 2013

Top of the Lake

Kontynuując wcześniej zaczęty wątek dotyczący mało znanych seriali, które warto zobaczyć, z miłą chęcią pragnę polecić 7 odcinkowy Top of the Lake, który wielce zachwyca swoim niebanalnym klimatem. 

Nowa Zelandia. Małe miasteczko położone w górskiej dolinie nieopodal jeziora wiedzie spokojny, powolny żywot. Wszystko zmienia się jednak, kiedy okazuje się, że 12letnia Tui Mitcham jest w ciąży. Dziewczyna nie chce wyjawić, kto jest ojcem jest dziecka. Nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji, jakie niesie za sobą ciążą. Miejscowe władze zaczynają dochodzenie, jednak młoda Tui czuje się przytłoczona i ucieka w góry. Śledztwo prowadzi detektyw Robin Griffin, pani psycholog która dobrze radzi sobie z dziećmi, a która wróciła do rodzinnego miasteczka by opiekować się chorą na raka matką. Podczas śledztwa wychodzą na jaw liczne niewygodne fakty z życia na pozór spokojnych mieszkańców. 

Serial równolegle prowadzi kilka wątków. Na pierwszym planie rzecz jasna jest problem młodej ciężarnej oraz jej rodziny, która żyje nie do końca z legalnych zarobków. Prócz tego mamy do czynienia z miłosnym życiem pani detektyw czy z grupą samotnych kobiet które w cichym miasteczku szukają ukojenia po nieudanych związkach. Tak na prawdę wszystkie te elementy będą miały wspólny mianownik.Na jaw wyjdą niewygodne fakty. Mieszkańcy poddenerwowani tą sytuacją zaczną brać sprawy w swoje ręce.

To, co w serialu czaruje najbardziej to znakomity klimat górskiej wioski. Małe miasteczko leży w niesamowicie malowniczym krańcu świata. Ludzie żyją na granicy z niebezpieczną naturą. Każdy z mieszkańców żyje w własnych, małych interesów, wszyscy stanowią nieco dziką, odizolowaną od świata społeczność. Do tego dochodzi pogmatwany scenariusz, pełen niespodziewanych zagadek i tajemnic. W serialu dzieję się naprawdę sporo, każdy ma swój własny sekret, za który jest gotowy oddać życie. Prawda, która wyjdzie na jaw będzie wstrząsająca ale na nią musimy poczekać aż do ostatnich minut siódmego odcinka... i dobrze! To kolejny atut całości - nieprzewidywalność. Na pierwszy rzut oka każdy jest podejrzany, z czasem okaże się jednak komu detektyw może zaufać a komu nie. Napięcie rośnie z każdym nowym epizodem, co niezwykle przyciąga i intryguje.

Top of the Lake to bardzo dobre dzieło, które mam nadzieję, nie doczeka się kontynuuacji. Mimo ogromnej klasy, nie każdy serial musi ciągnąć się w nieskończoność. Właśnie taka fabułą jest idealna i każde jej rozwinięcie na moje oko będzie niewskazane. Polecam serdecznie miłośnikom oryginalności w TV.

niedziela, 8 września 2013

Rafał Dębski - Serce teściowej


Rafał Dębski - Serce teściowej

Rafał Dębski (ur. 1969 w Oleśnicy) – polski pisarz fantasy, science fiction, powieści historycznych, wojennych, sensacyjnych oraz kryminalnych. Z wykształcenia i zawodu psycholog (absolwent wydziału psychologii KUL). Od czerwca 2009 redaktor naczelny miesięcznika "Science Fiction, Fantasy i Horror". Debiutował w "Nowej Fantastyce" nr 5/1998 opowiadaniem "Siódmy liść". Do dziś opublikował liczne opowiadania i powieści. Jego teksty pojawiały się w "Fenixie", "Magii i Mieczu" i "Science Fiction, Fantasy i Horror". Współpracował też z "Gazetą Rycerską" i pismami kobiecymi. 
Bohaterowie dębskiego będą zmuszeni stawiać czoła różnym przeszkodą. Na kartach zbioru będziemy mogli śledzić; poczynania rycerza który będzie starał się zostać smokiem, starania pionierów lotnictwa oraz wpływ zupy grochowej na ich poczynania, będziemy mogli udać się do świata Śpiącej Królewny, jednak nieco innej niż tą, którą znamy z bajek dla dzieci. Dodatkowo autor poczęstuje nas demoniczną teściową, której podpadnie zięć czy też wreszcie horrorem o wiecznej walce aniołów z diabłem.
Fabryczna okładka jak zwykle przykuwa wzrok potencjalnego czytelnika, błądzącego gdzieś pomiędzy regałami biblioteki bądź księgarni. Groźnie wyglądająca starsza pani oraz chwytliwy tytuł na pewno kusi. Treść jednak nie jest już tak ciekawa, jak oprawa... Książka to zbiór jedenastu opowiadań całkowicie od siebie różnych jeśli chodzi o gatunek. Okładka w gruncie rzeczy może okazać się mylna. Ja sam oczekiwałem wewnątrz tekstów spod znaku dobrej fantastyki, dziejących się jednak w czasach współczesnych. Oczekiwałem dawki dobrego humoru i ciekawych, nietuzinkowych pomysłów. Tymczasem dostaje do ręki dzieło miejscami nieco nudnawe i mało ciekawe.
Tak jak gatunkowo teksty są całkowicie odrębne, to samo tyczy się ich poziomu. Często było tak, że niektóre z historii doczytywałem nie tyle z ciekawości, co wymuszenia, by tylko przejść do następnego. Trudno mi było nawet wyłonić ze zbioru jakiś znacznie wyróżniający się numer jeden, bo powiem szczerze, opowiadania niezbyt przypasowały mojemu gustowi literackiemu. Jeśli jednak miałbym już zadecydować, to wygrał by tekst o tytule "Różaniec z bursztynu". Jest chyba najbardziej przykuwająca uwagę historia z całej zbioru. Posiada mroczny klimat, tajemnicę oraz istoty, o których istnieniu człowiek często nie wie. 
Podsumowując powiem, że Dębski w swoim zbiorze opowiadań nie zaskakuje. Tworzy historie raczej średnie, czasem nużące, więc odradzam czytanie wieczorami, chyba, że komuś bardzo zależy na szybkim udaniu się w krainę snów.

Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2008
Ilość stron: 372

Moja ocena: 3/10

piątek, 30 sierpnia 2013

Wielki, wakacyjny, (photoshopowy), sierpniowy stos książkowy.

Tyle planów co do zwiedzania kraju, tyle wycieczek palcem po mapie, a w życie wprowadzono zaledwie dwie. No cóż, w innym wypadku na pewno nie przeczytał bym tak wiele!:P 
Tak jak lipiec był miesiącem dla mnie nieco ubogim, tak sierpień popisał się licznymi nowymi nabytkami. To i tak zapewne taki wzrost formy na pocieszenie kończących się już dla mnie wakacji. Wrzesień bowiem nie będzie raczej tak łaskawy, wszak trzeba będzie wziąć się za podręczniki (haha). 





SPIS:


Fabryka Słów:
  • Andrzej Pilipiuk - Szewc z Lichtenrade
  • Andrzej Pilipiuk - Czarownik Iwanow
  • Mike Resnick - Na tropie jednorożca
  • Aleksander Rudazow - Arcymag cz.1 i cz.2
  • Jakub Ćwiek - Gotuj z papieżem

wtorek, 27 sierpnia 2013

Aleksander Rudazow - Arcymag

Aleksander Rudazow - Arcymag

Urodzony w 1 kwietnia roku 1981 w Samarze, gdzie mieszka po dziś dzień. Posiadacz kasztanowych włosów i zielonych oczu. Wykształcenie wyższe techniczne.
Siły i czas poświęca pisaniu książek. Profesję wybrał w wieku lat pięciu, gdy po lekturze pierwszej książki postanowił stworzyć taką samą. W efekcie, pierwsze opowiadanie napisał w wieku lat sześciu, pierwszą powieść – szesnastu. Na rynku zadebiutował w 2005 roku swoją piątą powieścią Arcymag, która w tym samym roku zdobyła nagrodę Miecz bez imienia oraz zajęła III miejsce w kategorii "Najlepszy debiut książkowy" na festiwalu fantastycznym Gwiezdny most 2005.

Kreol jest magiem, który zaprzedał swoją duszę demonowi. Jednak aby uniknąć zapłaty, zapada w ponad 5000-letni sen. We współczesnym świecie jednak archeologowie odkrywają jego sarkofag. Kreol budzi się do życia w XXI wiecznym San Francisco. Mag musi poradzić sobie z urokami dzisiejszych czasów i nauczyć się bardzo wiele. Pomoże mu jednak jego osobisty dżin oraz całkiem atrakcyjna policjantka Vanessa.

Po raz kolejny już spotykam się z dzieleniem przez Fabrykę Słów książki na dwie części. Rozumiem, gdyby dzieło było jakimś szczególnie opasłym tomiskiem jednak każda z powieści oscyluje w granicach 300 stron. Jest to moim zdaniem zabieg głupi, lecz z pewnością bardziej opłacalny. 

Arcymag jest książką napisaną w bardzo luźnym stylu. W gruncie rzeczy jest to fantastyczna komedia, która sprawdza się całkiem nieźle. Autor umiejętnie buduje komiczne dialogi, całe przystosowanie się bohatera do współczesności jest ukazane w zabawny i przyjemny dla wyobraźni sposób. Fabuła jest bardzo rozbudowana, tak na prawdę od pierwszych stron ciągle coś się dzieje. I jeśli w pierwszej części książki było to atutem, to w drugiej niestety lekko powiewa nudą i nadmiarem pomysłów. Z San Francisco przenosimy się do równoległego świata, który na moje oko, nie pasuje jakoś do koncepcji całości. Mamy do czynienia z licznymi magicznymi stworzeniami, zagadkami i problemami tamtejszej rzeczywistości. 

Pierwsza część zdecydowanie przoduje, jeżeli chodzi o fabułę. Niemniej skusiłem się połączyć dwa tomy w całość i w tymże zestawieniu książka wychodzi średnio. Lekka lektura na nudne wieczory - nic ponad to.



Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2008
Ilość stron: 282 + 310
Moja ocena: 5/10



sobota, 24 sierpnia 2013

Jakub Ćwiek - Gotuj z papieżem

Jakub Ćwiek - Gotuj z papieżem

Pisarza chyba nie trzeba szczególnie przedstawiać. Ćwiek jest autorem kultowej już w Polsce tetralogii "Kłamca", którą każdy fan fantastyki przeczytać powinien. Niedługo światło dziennie ujrzy także drugi tom opowiadań "Chłopcy", z którego to okazji Jakub Ćwiek przygotuje największą w kraju trasę książkowo muzyczną.

Na "Gotuj z papieżem" czekałem bardzo długo. Ćwiek jest jednym z moich najlepszych autorów, więc z wielkimi nadziejami wziąłem do ręki tom opowiadań. Niestety jednak przyciągająca okładka oraz chwytliwy tytuł są jedynie ładnym opakowaniem bardzo przeciętnego towaru.

Na książkę składa się dziesięć opowiadań, kompletnie różnych jeśli chodzi o tematykę. Całość rozpoczyna tytułowe dzieło, którego fabuła jakoś wogóle do mnie nie trafia. Ratuje je jedynie w miarę dobre wykonanie, które w rezultacie, po dobrnięciu do końca, okazuje się jednym z lepszych. Na moim osobistym podium znajduje się jeszcze "Newegwasu'u", którego absolutnym atutem jest mistyczny klimat indiańskiego plemienia, oraz "Dom na Wzgórzu", który jest numerem jeden w całej antologii. Tutaj Ćwiek akurat się popisał, świetny pomysł, ciekawie napisana akcja - wszystko ze sobą prężnie współgra. Prócz tego jednak nie za bardzo mamy się czym zachwycać. Reszta dzieł jest słaba, czasem nudna. Gdyby nie nazwisko autora, z pewnością nie skończył bym książki. 

Mimo wielu na pozór ciekawych pomysłów, dostajemy w rezultacie opowiadania niezbyt porywające czytelnika. Ćwiek, moim zdaniem, umiejętnie buduje w każdym ze swoich tekstów unikalny klimat, często mroczny i tajemniczy, czasami ironiczny i smutny, jednak co z tego, jeśli fabularnie teksty kuleją. W gruncie rzeczy nie polecam książki osobą, które autora wcześniej nie znały, gdyż to marny start w poznawaniu wybitnej kariery Ćwieka. Fani jednak zapewne będą chcieli zapoznać się, podobnie jak ja, z każdym dziełem twórcy Kłamcy, dlatego z góry ostrzegam - mogą się rozczarować. 




Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2009
Ilość stron: 503
Moja ocena: 3/10

niedziela, 18 sierpnia 2013

Andrzej Pilipiuk - Szewc z Lichtenrade

Andrzej Pilipiuk -  Szewc z Lichtenrade

Pilipiuk ma dla mnie wielki sentyment, a to dlatego, że właśnie od jego Jakuba Wędrowycza zaczęła się moja przygoda z polską fantastyką, a co za tym idzie z wydawnictwem Fabryka Słów. To właśnie "Zagadka Kuby Rozpruwacza" rozpoczęła moją wielkie upodobanie do tego typu literatury. Ostatnimi czasy jednak, muszę przyznać, że Pilipiuk przeżywa coś w rodzaju kryzysu twórczego. Obawiam się, że przydomek Wielkiego Grafomana, który dotychczas był raczej wyróżnieniem, poprzez nowe książki stał się jednak smutną prawdą. Ostatnie już dwie książkowe przygody Wędrowycza znacznie odchylały się od początkowych. W dodatku popełnienie kontynuacji słabego "Wampira z M-3" było moim zdaniem kompletnym niewypałem. Jest jednak w Pilipiuku coś, co trzyma mnie przy wielkiej nadziei, mianowicie opowiadania bezjakubowe.

Dla mnie Pilipiuk właśnie w tym temacie czuje się najlepiej. Wszystkie zbiory opowiadań, które ujrzały światło dziennie, a które pozbawione są uzależnionego od bimbru egzorcysty amatora, są odzwierciedleniem duszy i charyzmy samego autora. Nie rozczarowałem się także przy owym "Szewcu z Lichtenrade", którego swoją drogą i tak późno udało mi się dorwać.

Wszystkie z opowiadań przejawiają jeden, z grubsza naszkicowany motyw - miłość do tajemnic archeologii. Pilipiuk jest z wykształcenia archeologiem, dlatego pewnie jego niespełnioną w jakimś stopniu karierę odkrywcy zeszłych czasów wlewa w swoje dzieła. Robi to jednak z taką gracją, że nie sposób się nie zachwycić, zwłaszcza, kiedy samemu jest się wielbicielem kopania w ziemi. 

Książka składa się z dziesięciu opowiadań. Fabryka Słów zadbała o zacne wydanie, jedne z pierwszych jeśli chodzi o broszurowanie. Każde z tekstów jest oryginalne, każde zaskakuje swoim rozwiązaniem. We wszystkich opowiadaniach skrada się w głębi niewytłumaczalna racjonalnie tajemnica, którą oczywiście każdy z bohaterów krok po kroku odkrywa. To własnie lubię w tych dziełach najbardziej - nutkę niewiadomego, czegoś nie z tego świata. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze styl pisarza, który jest charakterystyczny, prosty w odbiorze i bardzo przyjemny. Zbiór opowiadań jest niezwykle dużą przjemnością, jest to idealne lekarstwo na wakacyjną nudę. Szczerze polecam, bo warto! Na pewno z niecierpliwością będę czekał na kolejny tom opowiadań!


Wyd.: Fabryka Słów
Miejsce/data: Lublin 2012
Ilość stron: 377
Moja ocena: 10/10

wtorek, 6 sierpnia 2013

LUTHER

Luther (Idris Elba) jest komisarzem, pracującym w brytyjskim wydziale kryminalnym. Praca jest jego numerem jeden i mimo dobrego serca i chęci, nie potrafi on zbudować idealnych miłosnych relacji - małżeństwo kończy się dla Luthera tragicznie. Piękny umysł mężczyzny , błyskotliwość i szósty zmysł policyjny niestety nie wpływają dobrze na jego karierę. Luther bowiem nie do końca postępuje zgodnie z kodeksem. Szukanie przestępców z każdym nowym przypadkiem staje się jego priorytetem, przez co komisarz sięga też często po niekonwencjonalne środki.  Powoduje to, że z czasem trafia na celownik tajnych służb, dla których pozornie wzorowy wizerunek komisarza jest wielce niepewny.

Kilka dni temu skończył się właśnie trzeci sezon serialu, który z każdym odcinkiem stawał się dla mnie coraz bardziej interesujący i zaskakujący. Mimo bardzo krótkich serii ( 4 odcinki ) z chęcią pragnę polecić wszystkim ów serial, gdyż na pewno jest to dzieło, które potrzebuje większego rozgłosu. Fabuła  skupia się głównie na pojedynku Luthera z przestępcą. Serial generalnie jest kryminałem, ale bardzo dopracowanym pod względem psychologii bohaterów. Każda postać ma swój własny, silny na swój sposób charakter, przez co relacje wszystkich mocno ze sobą ingerują. Samotność głównego bohatera jest urzekająca. Widz ma świadomość, że Luther swoje niepowodzenia zawdzięcza swojemu dobremu sercu, przez co jego postać jest ciekawa, ujmująca i intrygująca w jednym. 

Jako, że mój serialoholizm żyje w swoim najlepszym stadium, skusiłem się na mały rekonesans seriali, które są jedyne w swoim rodzaju. Kryminałów na rynku na pewno jest sporo, jednak mimo swojej komercji stanowią one jedynie popularny, miły w odbiorze show. Zapominamy jednak często o całej kwintesencji serialu, jako całości. Większość z kryminalnych tasiemców skupia się z każdym nowym odcinkiem na zaplanowanym z góry rytuale. Mamy morderstwo, śledztwo i rozwiązanie. Z czasem jednak staje się to nie co irytujące i monotonne. Luther jest inny, to serial który ma swój charakter i duszę, to dzieło które zasługuje na wiele ciepłych słów. Szkoda tylko, że aż cały rok czekać trzeba na zaledwie cztery odcinki nowej serii. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...